niedziela, 15 lipca 2012

Home, sweet home.

Niestety ale stało się. Te kilkanaście dni minęło w strasznym tempie. Ledwie się obejrzałem, a już byłem spakowany i czekałem na autobus do domu. Na szczęście wspomnienia, które dała mi Hiszpania są niesamowite i na pewno długo przy ich wspominaniu będę miał uśmiech pod nosem.

Ogólnie obóz był świetny! Wychowawcy na początku wydawali się dosyć srodzy ale jak to bywa, każdy musi się rozkręcić. Wychodzenie samemu na miasto czy przebywanie u innych w pokoju do długich godzin nocnych nie było problemem. Przymykali nawet oczko, jeśli ktoś miał apetyt na piwko.
 Nie znałem tam praktycznie nikogo, a i tak strasznie szybko utworzyła się ekipa, która zawsze trzymała się razem. Co wieczór, ktoś nowy wpadał do nas i dołączał się do wspólnego imprezowania. Raz imprezy odbywały się w pokojach, a raz w klubach, o których też trzeba wspomnieć. Naprawdę hiszpanie mają kawał dobrego clubbingu. Potrafią się bawić na całego. DJ zapodaje sety, przy których nie można stać pod ścianą czy siedzieć w loży, bo nogi same rwą się do tańca.
Kolejną sprawą godną uwagi jest Hotel. H-top Olympic w Calelli. Jeśli dobrze zrozumiałem jest to największy hotel w tej miejscowości. Około 800 pokoi i 8 pięter w dwóch skrzydłach w połączeniu z 4 basenami robi niesamowite wrażenie. Z hotelu na plaże mieliśmy 10 minut ale za to do najbliższego klubu raptem 50 metrów.
Ceny w Hiszpanii wcale nie wydają się być wygórowane. Za pół litrowe piwko musimy zapłacić około 3 złotych w przeliczeniu na plny. 2 litrowa Coca Cola kosztuje około 5 zł, a duża paczka Laysów troszkę ponad 4. Jedynie można doczepić się do cen wejść do klubów. Wybieraliśmy te najtańsze, a i tak za wejście pobierali 6 euro. Na "piane party" nawet nie patrzyliśmy bo wejście kosztowało horrendalne 11 euro! Maksymalna przesada dla mnie. W dzień gdy niektórzy poszli na piane, my zrobiliśmy swoją własną wixe w pokoju. Wynieśliśmy dwa łóżka, donieśliśmy krzesełek, zrobiliśmy listę gości, ogarneliśmy dobre audio. Byli nawet bramkarze przy wejściu i pieczątki dla uczestników. Wszyscy wczuli się w klimat i była naprawdę dobra biba!
Była tylko jedna wycieczka. Dla mnie w sam raz, bo przy takim upale naprawdę nie chce się chodzić i oglądać. Odwiedziliśmy Barcelonę i muszę przyznać, że to miasto wywarło na mnie niesamowite wrażenie. Zwiedziliśmy Camp Nou, ogrody Gaudiego i oczywiście główną ulicę, La Rambla. Jest to pierwsze miasto gdzie widziałem tyle skuterów naraz. Nieważne czy ktoś jedzie na biznesowe spotkanie, czy do sklepu. Wszyscy przemieszczają się na skuterach. Osobiście byłem świadkiem gdy starszy Pan pod krawatem wyszedł z banku, założył kask i ruszył w drogę. Ludzie tam chyba nie mają żadnych kompleksów. U nas w kraju wysoko postawiony urzędnik czy pracownik banku na pewno nie jeździłby do pracy skuterkiem.

Był to mój ostatni wyjazd na kolonię, gdyż wiek mnie już nie puszcza. Była ona taka jaką sobie wyobrażałem! Świetne zakończenie z wyjazdami tego typu! Pisząc tego posta co chwila śmiałem się sam do siebie, bo przypominały mi się sytuacje z przeciągu tych dwóch tygodni. Zostały juz tylko wspomnienia, zdjęcia i znajomości. Niektóre ze zdjęć tak jak obiecałem wrzucę do Waszego wglądu.












Przede mną jeszcze niecałe 2 miesiące wakacji i myślę, że dobrze je wykorzystam! Jeśli wpadłyby mi w ręce jeszcze jakieś ciekawe fotki, na pewno uzupełnię o nie post. :)

4 komentarze:

  1. Ahh.. Zazdroszczę wyjazdu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pierwszym zdjęciu masz duże lwie zmarszczki na czole, w tak młodym wieku nie wróży to dobrze, czyżby już osłabiona synteza kolegenu??

    Ale nie martw się, jak już uporządkujesz w piątunio swoja garderobę oraz napijesz się w sobotkę z ranka pysznego espresso w swojej być może nowej filiżance to ubierz burgundowe spodnie, byle nie miodowe buciki bo się brudzą oraz tą supcio koszulę z NY i oczywiście złoty zegarek i wybierz się na botoks.

    Papa

    OdpowiedzUsuń